1/31/2012

Homoseksualizm + piłka nożna = tabu

Nie trzeba być bystrzakiem, żeby dojść do takiej konkluzji. Obejrzałyśmy wczoraj z Panią Kane program  w telewizorze o Justinie Fashnau. Pierwszym i jedynym piłkarzu, który otwarcie przyznał się do swojej orientacji na angielskiej ziemi. Przez całe sześćdziesiąt minut bratanica Fashnau próbowała dojść do tego dlaczego od czasu gdy jej wuj się upublicznił nikt nie podążył jego śladami. Po serii wywiadów z kopaczami piłki drugiej klasy dowiadujemy się, że gdyby którychś z ich kolegów był gejem to nie mieli by nic przeciwko (a cóż innego mogli powiedzieć przed kamerami, żeby nie zostać posądzonymi o homofobię?). Jeśli taka jest prawda to dlaczego w Anglii wśród ponad pięciu tysięcy profesjonalnych piłkarzy nie ma ani jednego otwarcie przyznającego się do tego geja. Czyżby historia Fashnau była dla nich aż taką przestrogą ? To fakt kariera Justina nie nabrała tempa, a wręcz przeciwnie. Koledzy z klubu wcale nie byli mu przychylni. Koniec końców otoczony serią skandali popełnił samobójstwo. Przez dwadzieścia lat od tych wydarzeń w piłce nożnej nic nie "drgnęło" i raczej nie drgnie z tego co można wywnioskować. Bycie obiektem westchnień setek tysięcy kobiet, reklamowanie szamponu do włosów "tylko dla prawdziwych facetów" i granie hetero w tym świecie zawsze wygra  z "byciem sobą". Smutne.



Cały program do obejrzenia tutaj.

1/29/2012

Polish roulette czyli polska komedia z angielskimi napisami

Przeglądałam repertuar lokalnego kina i o mało nie spadłam z kanapy ze zdumienia. Moim oczom ukazało się najnowsze dzieło Lubaszenki czyli "Sztos 2" aka "Polish roulette".




Mniemam iż obecnie prawie całą polską emigrację będzie można spotkać w Cinemaworld, a to wszystko za £7.70 za łebka. Wątpię by tubylcy tłumnie ruszyli na "Sztos Part 2". I to nie ze względu na to że film jest beznadziejny/głupi/świetny/źle zagrany (niepotrzebne skreślić), nie oceniam gdyż nie oglądałam, ale przez to że tubylcy z gruntu nie oglądają niczego do czego dołączone są napisy. Kino europejskie lub jak ładnie je tu określają kinem kontynentalnym totalnie nie leży w guście anglików, którzy nie obejrzą niczego co po angielsku nie jest.
Wątpię czy zdecydujemy się z zagranicy wesprzeć polską kinematografię. Jeśli już to raczej poczekamy, aż wyjdzie DVD. Gdyby to była "Róża" Smarzowskiego to może przeżyłybyśmy wizję socjalizowania się z pobratymcami. "Róża" to to nie jest, socjalizowania się nie będzie.

1/28/2012

Młode idzie

Ze smutkiem oglądałam rano jak Victoria Azarenka rozgromiła Marię Sharapovą w finale Australian Open. Białorusinka w przeciągu godziny i dwudziestu czterech minut "wdeptała" w kort trzy lata starszą i bardziej doświadczoną Rosjankę. W przeciągu pół roku to już druga finałowa porażka Sharapovej, która na korty powróciła po poważnej kontuzji ramienia. Maria nie dała rady dużo mniejszej i zwinniejszej Victorii która oddała jej tylko trzy gemy i w ostatecznym rozrachunku wygrała 6-3, 6-0. Z perspektywy czasu okazuje się że silniejszą przeciwniczką dla zwyciężczyni nie była Sharapowa, a Radwańska, która wygrała 9 gemów. Obie mają tyle samo lat, taką samą liczbę zwycięstw i przegranych w sezonie. Radwańska jest obecnie szóstą "rakietą" na świecie. Azarenka od poniedziałku przejmie prowadzenie w rankingu WTA. Dwa tygodnie temu Radwańska wygrała z Azarenką w Sydney. Jeśli tak dalej pójdzie młoda Białorusinka nie będzie zasiadać na tronie za długo. Oby. A dla tych którzy z tenisem i z wyżej wymienionymi paniami nie mieli nigdy do czynienia coś na zachętę.


1/27/2012

Chciałam i mam...

...i gdyby ktoś pytał, wcale nie żałuję.







Tak wygląda tatuaż dnia trzeciego. Jeśli ktoś się się zastanawia nad sprawieniem sobie jednego to polecam. Pogłoski o bólu to faktycznie tylko pogłoski. Procesu tatuowania bólem nazwać nie można ani niczym bólopodobnym. Lekkie szczypanie, a i owszem ale zdecydowanie nie ból. Całość zajęła raptem dziesięć minut. Róbta jak chceta. Do odważnych świat należy :)

1/23/2012

Madejowe łoże

Bez zbędnych sentymentów podpisałyśmy wyrok śmierci na nasze łóżko. Przypieczętowany on został zakupem nowego. Wyrok oczekuje na wykonanie ze względu na termin dostawy nowego legowiska ale radujemy się niezmiernie iż za siedem tygodni od dnia wczorajszego, łóżko i materac "made by IKEA" zejdą śmiercią jak najbardziej nienaturalną. Po czterech latach wzlotów i upadków z naciskiem na to drugie obie z Panią Kane zdecydowałyśmy, że dłużej w takim związku żyć nie możemy. Związku bolesnym, mało wygodnym i trzeszczącym. W końcu ile razy można naprawiać coś co z góry skazane jest na przegraną. Ile razy można dawać drugą szansę ? Nie jutro nie będzie lepiej jutro będzie tylko gorzej.

Drodzy moi. Jeśli będziecie podejmować tak ważną decyzję jak kupna łóżka doradzam dla zdrowia i nerwów waszych i tych którzy z wami to łoże dzielą. Nie kupujcie ani jednego ani drugiego z IKEI. Może i są relatywnie tańsze niż te robione na zamówienie. Choć to wcale nie należało do najtańszych. Może i gwarantują żywotność materaca na dziesięć lat, choć sama na niego gwarancja trwa rok, a potem i tak umarł w butach. Może lepiej na samym początku po prostu zastanowić się czy nie zainwestować w coś co przetrwa dłużej niż kilka lat niż później pluć sobie w brodę o wyrzucone w błoto pieniądze. Jak to mówi moja Teściowa : " szkłem się dupy nie utrze" i w tym wypadku ma świętą rację.

1/19/2012

I am SHERLOCKED


Kto oglądał "Sherlock`a" produkcji BBC ten wie. Ten serial można pokochać albo po prostu przerzucić na inny kanał i zignorować go totalnie. Właśnie skończyłyśmy oglądać z Panią Kane dwie pierwsze serie. Przyznaję, dawno się tak nie ubawiłam. Każdy odcinek, który trwa dziewięćdziesiąt minut to poezja dla oka i duszy. Półtorej godziny sarkazmu w najczystszym wydaniu. "Sherlock Holmes" w reżyserii Richie`go nie dorasta tej perełce do pięt. Tu zamiast na widowiskowość postawiono na humor. Para Cumberbatch i Freeman to jeden z lepszych duetów jakie ostatnimi czasy pojawiły się na ekranach. No i jest jeszcze jedna kwestia. Wiecznego "niedopowiedzenia"na temat tego czy są czy może nie są parą. Ci którzy oglądali będą wiedzieć o czym mówię. Dla tych którzy z Sherlockiem się jeszcze nie zetknęli coś na zachętę. Randka, która randką nie była. A może jednak ?

                                              

1/15/2012

Glupie baby i sztuczne cycki

Na samym wstępie przeproszę wszystkich którzy mogą się poczuć urażeni za określenia użyte w tytule posta. Jednak po rozmowie telefonicznej, która miała miejsce piątkowego popołudnia tylko takie sformułowania cisną mi się na usta. Samym tematem wadliwych implantów nie zainteresowałabym się wcale, przyswoiłabym informację przeczytaną w dzienniku po czym "wydaliła" razem z całą resztą niezbyt istotnych informacji jakie przetwarzam. Oczywiście byłoby tak gdyby nie specyfika miejsca pracy. Mimo iż szpital w którym pracuję wydal oświadczenie, ze TYCH implantów nigdy nie używał i klientki powinny doskonale o tym wiedzieć to i tak "walą" drzwiami i oknami, a głównie przeciskają się przez linie telefoniczne by uzyskać potwierdzenie. Przed zabiegiem każda z pań/panów, którzy jeszcze formalnie paniami nie są, dostaje certyfikat jakości i ujmując jak najbardziej dosłownie, kartę gwarancyjna na nowe piersi. Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek miał do czynienia z implantami piersi (przed lub po montażu) to wie ze matka natura wygrywa z sylikonem.

A powyżej wspomniana rozmowa brzmiała tak:

* Dzień dobry ja chciałam zapytać czy miałam wstawiany TE implanty.

# Proszę poczekać zaraz sprawdzę w systemie.

(kobieta podaje swoje imię, nazwisko, datę urodzenia itp.)

* Bo ja bardzo się martwię ze mam te implanty i nie wiem co teraz zrobić wiec postanowiłam zadzwonić.

# Jestem przekonana, że nie miała pani tych implantów.

* Ale jest pani pewna ? Nie ma żadnych wątpliwości ?

# Nie proszę pani, wątpliwości nie mam żadnych.

* Ale jest pani pewna ?

# Pani poddała się operacji redukcji piersi, a nie ich powiększaniu. Zapewniam, że nie ma pani w sobie ŻADNYCH implantów.

* ..............................(cisza)

* Tak też myślałam, tylko się chciałam upewnić. Dziękuję za pomoc.

1/06/2012

Branżowo-marchewkowo

Pani Kane zawsze zaskakuje mnie swoimi pomysłami. Oto jeden z nich. Urodzinowa niespodzianka. Wystrój zewnętrzny taki jak widać na załączonym obrazku, a w środku moje ulubione ciasto marchewkowe. Zastanawiam się co moja droga małżonka wymyśli na kolejne urodziny. Choć teraz moja szansa by się wykazać bo wielkimi krokami nadciąga trzydziestolecie Pani Kane.

1/05/2012

Nowy rok przyszedł, przeszedł i poszedł

Długo mnie tu nie było i długo by o tym pisać. Ostatnie kilka miesięcy minęło jak z bicza strzelił i muszę stwierdzić, że doba zdecydowanie powinna mieć więcej niż dwadzieścia cztery godziny. Zdecydowanie więcej by ogarnąć to co dzieje się obecnie w naszym małym stadku "dwa plus kot".
Kilka ostatnich miesięcy wyglądało pokrótce tak:

* Wybrałyśmy się na tygodniową "wyprawę krzyżową" do Polski. Po zaliczeniu atrakcji typu: wizytacja rodziny, teściów, znajomych potrzebowałyśmy kolejnego tygodnia urlopu już w domu na ziemi angielskiej. Niestety kolejnego tygodnia już nie było. A PKP czkało mi się tak przynajmniej do połowy grudnia.

*Dzień po powrocie z polskiej krucjaty powróciłyśmy do codziennego życia pracowniczego, które zmieniło się diametralnie. Po dość intensywnych trzech ostatnich latach obie z Panią Kane wspięłyśmy się o kilka szczebli wyżej i obie zmieniłyśmy pracę. Boże jak ja nie cierpię szpitali co mnie podkusiło żeby pracować w jednym.

*Dodatkowo Pani Kane rozpoczęła kolejne studia i cały wolny czas spędza na nauce. Teraz chyba żałuje, że jeszcze w połowie zeszłego roku powtarzała "Jakby to dobrze było wrócić na Uniwersytet". Do książek zatem Żono :)

* Nawiedziła nas rodzina z Polski. W cztery dni zrobiłyśmy 800 mil wzdłuż i wszerz kraju czyli Anglia w pigułce dla początkujących.

* Święta przyszły i poszły. Śniegu jak nie było tak nie ma - jestem rozczarowana.


* Postanowienia na Nowy Rok ? Lepiej późno niż wcale.
- Zakończyć negocjacje w pracy na temat powrotu na Uniwersytet mojej osoby (Pani Kane powie "przyganiał kocioł garnkowi")
- Wywieźć Panią Kane w ciepłe kraje.
- Standardowo więcej pisać co będzie jednoznaczne z postanowieniem "mniej pracować" :)

Czego sobie i wam życzę :)