Posty

Wyświetlam posty z etykietą takie tam

Meldunkowa

 Za każdym razem jak jestem w Polsce mam taka sado-masochistyczna potrzebę udania się do jakiegoś urzędu. Tym razem postanowiłam się wymeldować. Padło na urząd miasta. Instytucji tej nie odwiedziłam od ponad dekady wiec swe pierwsze kroki skierowałam ku informacji. Jak wiadomo urzędy bez względu na postfiks to gmaszyska, najczęściej wielopiętrowe i uskrzydlone. - Chciałam zapytać, gdzie znajdę dział meldunkowy - zaczęłam grzecznie - Pokój numer pięć - odpowiedziała interaktywna nawigacja informacyjna urzędu, nie odrywając oczu z 'Zżycia na gorąco'. Myślę sobie, może urzędu na kurs z Centromer Service nie stać czy coś. Draże dalej. - A pokój numer piec w która dokładnie stronę? Gdyby spojrzenie mogło zabić to by mnie musieli z tej marmurowej posadzki zeskrobywać. Przerwałam lekturę gazety. Ba, mojemu informatorowi chyba zrobiło się gorąco. Jak śmiem do urzędu przychodzić i nie wiedzieć, gdzie pokój numer piec. - W prawo, do końca kor...

Wsi spokojna, wsi wesoła...

Gdy mieszkałam w Warszawie nie wyobrażałam sobie życie gdzie indziej. To miasto pędzi swoim własnym tempem, a granice dnia i nocy zacierają się. Zawłaszcza gdy na życie zarabia się pisząc dla działu kulturalnego i służbowo „zalicza się” wszystkie możliwe imprezy po to by o nich pisać. Miasto tętniło życiem, a ja to tętno mogłam czuć we własnych skroniach. Przeprowadzka do średniej wielkości angielskiego miasta była małym szokiem dla systemu. Wszystko zaczęło się wydawać dużo wolniejsze. Miasto na noc zastygało, na palcach jednej ręki można zawsze policzyć niedobitków którzy wracają z całonocnych zakrapianych nasiadówek o poranku. Od czasu do czasu odwiedzając Manchester lub inne większe miasto zaczynałam „oddychać” w tym samym tempie co i ono. Każda wizyta była jak zastrzyk adrenaliny. Niczym podwójne espresso zaraz po przebudzeniu. Z wiekiem jednak pomimo coraz częstych wizyt, tłok, ludzie i wieczna pogoń zaczęła mi przeszkadzać. Nawet mieszkanie na przedmieściac...

'Życie to spacer po prochach klasyków....'

Jestem w niebie...Słuchając nowej płyty Hey, czytam Pilipiuka... Tata jak zwykle wie co przysłać mi Święta żeby sprawić mi radość :) O dzięki Ci Tato.

Za skalpel chwyć

Obraz
Jutro Leona odstawiamy do weterynarza. Mały będzie kastrowany coby nie cieszył się ojcostwem. Tym chcianym, bądź nie. Postanowiłam sobie poczytać na temat samego zabiegu. Wujek Google po raz kolejny mnie zaskoczył gdy po tym jak wstukałam słowo "kastracja" ukazało się : Szczególnie pozycja numer dwa jest niezwykle interesująca. Do boju Żony swoich mężów. Za skalpel chwytajcie i kastrujcie... Wracam do lektury, a wy trzymajcie kciuki za naszego Małego.

Z serii niedomówień małżeńskich...

To że Pan Belg przez dwadzieścia lat małżeństwa nie zorientował się, że jego Żona przeszła operację zmiany płci, dziwić nie musi. W końcu niektórzy osobnicy męscy  do najbardziej spostrzegawczych nie należą. To że tym właśnie uzasadnił jej brak talentu kulinarno-gospodynio-domowego, szokuje. W końcu nie każda kobieta ma we krwi gary i ścierę...Cała fascynująca historia i jej pikantne szczegóły tutaj .