5/07/2012

Na spokojnie

Żeby nie było, że mnie nie było długo, przyjmijmy, że nadrabiałyśmy snu w naszym nowym łóżku. O tak...Łóżko z którym do samego końca były problemy. Nowe jak się okazało nawet w częściach było za duże, żeby je przecisnąć klatką schodową. Panowie, którzy łóżko przywieźli ręce rozłożyli i pojechali zostawiając mnie z nieszczęsnym nabytkiem...Koniec, końców łóżko stoi (nie, nie na parkingu) i tym mam nadzieję zakończył się temat madejowego posłania. 

Dzisiaj zakończył nam się ponad tygodniowy urlop. Potrzebowałyśmy trochę czasu razem i czasu od pracy. Pani Kane nie próżnuje, a ja przejęłam zarządzanie kontraktami z państwową służbą zdrowia. Co jeszcze snu z powiek mi nie spędza ale zacznie jak podpiszemy kontrakt z irlandzką służbą zdrowia (a ci mają tylko dwadzieścia tysięcy pacjentów oczekujących na operację i których chcą podesłać). 

Spędziłyśmy czas głównie w domu. Z dwóch powodów. Raz nie chciało nam się nigdzie jechać, dwa pogoda wskazuje raczej na listopad niż na początek maja. I wcale nie żałujemy, że nie smażyłyśmy się na jednej z dzikich plaż. Nadrobiłyśmy zaległości w czytaniu, oglądaniu i wizytowaniu kina. Czasem trzeba inaczej, czasem trzeba na spokojnie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz