7/27/2011

Tęcza nad Nowym Jorkiem

Przedwczoraj z zapartym tchem śledziłam wydarzenia z Nowego Yorku gdzie wreszcie tysiące par lesbijskich i gejowskich mogło powiedzieć sobie wiążące prawnie "tak"...
Tęczowe flagi, confetti, łzy wzruszenia i ulgi...
Zdjęcia staruszek trzymających się za ręce…
Niepewne, pełne niedowierzeń spojrzenia...
Słowa, które od tak dawna chciało się wypowiedzieć...
Wiem, że dla niektórych, to tylko formalność, tak zwany urzędowy papier...
Ale czy to tylko papier?

10 lipca zeszłego roku wszystkie te uczucia, które zapewne towarzyszyły nowojorskim parom miałam okazję sama przeżyć, poczuć realnie i namacalnie...
Poślubienie kobiety, którą kocham, której chcę być wierna i z którą chcę się zestarzeć było dla mnie transcendentalnym przeżyciem... Było samoistnym przekroczeniem siebie...
Ale było też prostym ludzkim, niedowierzaniem...
Bo to o czym marzyłam wreszcie się spełniło...
Łzy szczęścia mieszały się ze łzami zdumienia...
Patrząc na zdjęcia z Nowego Jorku, tylko przypomniało mi jak ważnym jest to na pozór zwyczajne, oczywiste prawo do legalnego związku...
Prawo, które heteroseksualne pary mają nadane na podstawie swojej orientacji seksualnej-dla niektórych jedynej i słusznej...
Prawo człowieka do szczęścia, do dzielenia się szczęściem...
Czy to tak dużo?
Trzymam kciuki żeby nadszedł taki czas aby Polska stała się takim Nowym Jorkiem tudzież UK...
Życzę, każdej parze by pewnego dnia mogła w obliczu innych powiedzieć wiążące tak....I nie ważne w jakim języku...
Miłość przetłumaczy wszystko..
Miłość to przecież słodki głos aniołów...

1 komentarz:

  1. Bardzo pięknie napisane. Marzę, właściwie marzymy o tym samym choć jest sporo pośrednich etapów tej "legazlizacji", które nawet w naszej PL wychodzą zadziwjco dobrze - akceptacja rodzin, wreszcie funkcjonowanie na równi z hetero narzeczonymi innych członków rodziny. To już dużo choć ślub ciągle pozostaje marzeniem, jednymz tych dalekich i nieosiągalnych

    OdpowiedzUsuń